Takie oto pytanie postanowiłem sobie zadać. Jako front-end webdevelopera amatora, który zamierza hobby zamienić w niedalekiej przyszłości w zawód, żywo interesuje ta kwestia. Osoby, które czytają ten tekst zapewne domyślają się, że tekst w większości dotyczy Internet Explorera, na którego to spadną również gromy. W niniejszym wpisie postaram się odpowiedzieć kto jest winny obecnej sytuacji: użytkownik, czy może korporacja i jej model rozwoju.

Liczby mówią same za siebie.

Rynek krajowy

Na początek dane z rankingu polskiego gemiusa.
Jest dobrze, by nie powiedzieć świetnie. Dominującą przeglądarką w Polsce jest Firefox. W miesiącu czerwcu, zanotował on 50% udziału w rynku. Najnowsza wersja przeglądarki, 3.6.x ma udział 62% i wciąż rośnie. 2,5 letnia wersja 3.0 zabrała 12,40% kawałek tortu. Podczas gdy starsze wersje ognistego liska tracą udział rynkowy, najnowsza wersja pnie się do góry. O czym to świadczy? Czy dobrze o użytkownikach, a może o fundacji Mozilla i jej modelowi rozwoju? Czy w Polsce mamy bardziej świadomych użytkowników? Może fundacja wydała krocie na promocję Firefoksa w priwislanskim kraju? Jeżeli chodzi o marketing to myślę, że zadziałał praktykowany od wieków przekaz ustny. Komuś gdzieś tam, czy to w Polsce “A”, czy “B” spodobał się lisek, podał dalej i jakoś poszło.
O ile nie mam pewności co do świadomości technologicznej Polaków, wiem, że na pewno model rozwoju miał tu niemały udział.
Gemius podaje, że udział wszelkiego rodzaju Windowsów wynosi 98,48%. Dzięki automatycznym aktualizacjom Firefoksa, udział nowszych wersji będzie zawsze większy niż starszych. Dodatkowo Mozilla nie wspiera już starszych wersji, grzecznie informując o tym użytkowników. Choć jak widać, wciąż są oporni na nowości bądź… kaprys adminów?

Dobrze, przejdźmy do wciąż groźnego rywala – Internet Explorera. Jego udział w polskim rynku przeglądarek wynosi 30,44%. Daleko za Firefoksem. Ciekawie przedstawia się udział poszczególnych wersji IE. IE8: 13,44%. 4-letnia przeglądarka, IE7: 12,25%. Najlepsze na koniec: 9-letnia (sic!) przeglądarka IE6, która dogorywać nie może, 4,88%. Pomimo faktu, że IE8 jest dostępna na najpopularniejszy system operacyjny w Polsce, Windows XP (Service Pack 2), mający ogromny, bo aż ponad 68 procentowy udział na rynku systemów, 4 letnia przeglądarka, IE7 ma go niewiele mniejszy.
Śmiało stawiam zarzut: zamknięty model rozwoju Internet Explorera ogranicza rozwój sieci, co postaram się go udowodnić w kolejnych częściach wpisu. 6. wersja IE zasłużyła sobie na osobne omówienie.

Byłbym niesprawiedliwy, gdym skupił się tylko na tych dwóch przeglądarkach.
Łączny udział Opery wynosi 10,16%. Opera 10.50, która ukazała się 2 marca ma w nim udział prawie 70%.
Chrome 5, który ukazał się całkiem niedawno zdobył 3,7% kawałek tortu.

Rynek globalny

Jeżeli chodzi o dane dotyczące rynku światowego, korzystałem z danych StatCountera.
Ponieważ StatCounter daje możliwość zagnieżdżania wykresów, a obraz wart słów tysiąc, spójrzcie proszę na ten wykres:

Source: StatCounter Global Stats – Browser Market Share

Widzimy małe przetasowanie. Inaczej niż w Polsce, na świecie dominującą grupą przeglądarek jest Internet Explorer z udziałem 53%. Drugie miejsce zajmuje nasz ognisty lisek, który zaskarbił sobie serca 31% ludzi. O ile w Polsce trzecie miejsce zajmowała norweska Opera, na świecie ostatnie miejsce na podium zdobył Chrome (9%). A Opera? Spadła na miejsce 5. z udziałem 1,9%.

Internet Explorer 6

Tak jak napisałem, IE6 zasłużył sobie na osobne omówienie. Mogę Was nieco uspokoić. Jeżeli Twoim targetem jest rynek krajowy, europejski bądź USA, prawdopodobnie zapomniałeś już o wspieraniu tej wersji. Udział tej przeglądarki na wymienionych rynkach oscyluje wokół 4,5-5%. Potraktuj ten punkt raczej jako ciekawostkę.
Zadałem sobie pytanie: co sprawia, że ludzie wciąż używają 9-letniej przeglądarki? Myślę, że najlepiej opisują to następujące czynniki:

  • czynnik ludzki,
  • geograficzny (bogatsze i biedniejsze obszary ziemi),
  • państwowy– przykład idzie z góry / ryba psuje się od głowy?

Czynnik ludzki jest tu bardzo ważny. Dużą rolę odgrywa leniwa natura człowieka. Zapytani ludzie, dlaczego wciąż używają IE6 odpowiadali m. in.:

  • ponieważ muszą
  • było już zainstalowane
  • ponieważ nie lubią zmian
  • bo nie znają żadnej alternatywy

Dane te zebrałem z sieci, ale jak udowodnię niżej, nie różnią się one od „żywej” próby.
Czasami jednak ludzie nie mają wyboru i są skazani na leniwych administratorów systemów. Jeszcze do niedawna Internet Explorer 6 była ulubioną przeglądarką w korporacjach. Sam odbywając staż w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (nie, bynajmniej nie zapałałem nagłą miłością do rolnictwa) na nią się napotkałem. Ba! Na niektórych stanowiskach była także IE 5.5 (sic!). Nie wiem, czy to głupota adminów czy po prostu niewiedza. Bez wątpienia można mówić o pułapce vendor lock-in, bo czymże innym jest uzależnienie się od własnościowych „ficzerów” przeglądarki Microsoftu?

Ciekawie wygląda udział IE6 ze względu na położenie geograficzne. Oprócz wspomnianego już rynku europejskiego i amerykańskiego, mamy dwa duże rynki: Afrykę i Azję. O ile w tych dwóch pierwszych udział wynosi około 5%, IE6 zjadła 1/5 tortu na rynkach afrykańskich i azjatyckich. Dane z maja i czerwca (którymi to będę się posługiwał w dalszej części) wskazują na następujący udział procentowy IE6:

  • Afryka: 21,5%
  • Azja: 20,37%

Nie ma co się oszukiwać: biedniejsze i bardziej zacofane technologicznie kraje chętniej korzystają ze starych technologi.

Internet Explorer w wersji 6. szczególnie jest uwielbiany jeszcze gdzie indziej. W krajach, o których możemy powiedzieć, że „minęły się z demokracją”. Pozwoliłem sobie nawet stwierdzić, że „im silniejszy reżim, tym ludzie używają starszej przeglądarki”. Proszę bardzo, oto dane przedstawiające procent użycia IE6 w następujących krajach (między innymi w Bushowskiej Osi Zła!):

  • Chiny: 58,87% (o czym szerzej napiszę niżej)
  • Kuba: 17,12%
  • Iran: 21,28%
  • Syria: 32%
  • Irak: 33,5%
  • Korea Północna: 100% użycia IE5 w przeciągu ostatnich dwóch lat, dane mogą być wysoko niereprezentatywne, gdyż ciężko mi wyobrazić sobie rzetelne zebranie takich danych z tak zamkniętego kraju

Arcyciekawym przykładem jest Białoruś: użycie IE6 na poziomie 4,96%! Okazuje się, że ulubioną przeglądarką Białorusinów jest Opera. Czy to oznacza zmierzch panowania ostatniego dyktatora Europy, Łukaszenki?

Przejdźmy jednak do osobnego omówienia rynku chińskiego. Jak wspomniałem wyżej, udział 6. wersji Internet Explorera wynosi tam prawie 60%. Nie tak dawno na blogu Mozilli skierowanym do mieszkańców Państwa Środka, przestrzegano przed tym trendem. A jest on niepokojący. Jest to przykład trzeciego czynnika pod tytułem: „przykład idzie z góry”. Tak, tak, dostęp do witryn rządowych, banków jest uzależniony od używania konkretnej wersji przeglądarki. Doszło to tak kuriozalnej sytuacji, że strony internetowe tworzone są jedynie zgodnie ze „standardami” Internet Explorera 6. Jeżeli klient chce by strona była zgodna z standardami W3C, musi dopłacić.
Jeszcze jedna ważna kwestia, ale nie udało mi się jej potwierdzić w innym źródle. Otóż okazuje się, że oprogramowanie filtrujące ruch sieciowy w Chinach, Green Dam (Zielona Tama) działa tylko, jeżeli używamy Internet Explorera 6. Można więc uniknąć tego, korzystając z alternatywnych produktów. Informacja ta pochodzi z tego samego blogu Mozilli, może osoba bardziej zaznajomiona potwierdzi ją w komentarzach.

Nie tak dawno temu odbył się pogrzeb Internet Explorera 6. Kwiaty przesłał sam Microsoft. Zresztą sama korporacja gorąco namawia do definitywnego porzucenia 6. wersji. Przeprowadziła również kampanię, której hasłem przewodnim było pytanie: „czy wypiłbyś 9-letnie mleko?”.
Osobiście sądzę, że dalsze wspieranie tej wersji przeglądarki jest głupotą i czynić tego nie zamierzam.

To dlaczego stare?

Oprócz zebranych danych z sieci, postanowiłem wykorzystać kolegów i koleżanki z pracy (w chwili gdy piszę te słowa, mój staż jest już zakończony) i zadać im pytanie z jakiej przeglądarki internetowej korzystają w domu. Wynikły z tego ciekawe rozmowy. Okazało się to, co przypuszczałem: większość używa przeglądarki Microsoftu. Z określeniem, której wersji był już problem i musiałem zadawać dodatkowe pytania. Przyzwyczajenie faktycznie okazało się drugą naturą człowieka. Na pytanie, dlaczego używasz tej przeglądarki (o IE7), padła odpowiedź:

„po co mi inna przeglądarka, używam tej, która była zainstalowana w systemie”.

Niestety wszystkie moje argumenty o bezpieczeństwie okazały się przysłowiowym grochem o ścianę:

„to bank powinien martwić się o bezpieczeństwo danych, nie ja”.

Załoga urzędu jak jeden mąż twierdziła, że ich dane nie są na tyle wartościowe, żeby ktoś mógłby się nimi zainteresować. Okazało się, że częstą przeszkodą w zmianie przeglądarki są (sic!) dodatkowe panele i przyciski:

„po co mi nowsza przeglądarka, która dodaje nowe przyciski i panele”.

A może to ja mam jakieś skrzywienie i kocham multum opcji i mnogość konfiguracji w systemach i programach?
Jedna z przepytywanych osób zaznaczyła, że korzysta z Chrome’a, co mnie bardzo zdziwiło. Na pytanie, co sprawiło, że wybrała przeglądarkę od Google’a, odpowiedziała: blokuje reklamy! W wyborze pomógł jej szwagier:

„szwagier mi pokazał Chrome, jest szybki, blokuje reklamy”.

Świetnie, oby więcej takich osób.
Często padało pytanie o cenę alternatywnej przeglądarki:

„czy inne przeglądarki są darmowe?”.

Odpowiedź-kwiatek, która niestety wydaje się, że jest dość powszechna w społeczeństwie:

- jakiej przeglądarki Pani używa?
- (pani 50+ po chwili wahania) Mam Neostradę, a jak coś szukam to w goglach

pozostawiam Wam do oceny.

Tak drodzy Państwo. Możemy tutaj się z tego podśmiewać, ale sprawa jest kluczowa dla dalszego rozwoju sieci. Otóż ludzie nie używają przeglądarki, oni albo używają Internetu, który jest sprowadzony tylko jego części – WWW, bądź „niebieskiego E”.

Tak, jak można było przypuszczać, ludzie boją się nowości (wspomniane panele). Dlatego też mają wyłączone automatyczne aktualizacje systemowe, albo też, nie czytając komunikatów, wyłączają każde okienko pop-up:

“Jak pojawia się okienko aktualizacji w Windowsie, zamykam je, a później o tym zapominam”.

Jaki z tego wniosek? Potrzebne są nam odważne kroki. Kiedy wytłumaczyłem zebranym, że już wkrótce nie obejrzą nowych filmików na YouTube’ie w starej przeglądarce (celowo uprościłem kwestię, zapewne będzie to możliwe choćby dlatego, że nowe wersje Flash Playera będą obsługiwać WebM), stwierdzili, że jeżeli to będzie konieczne, zmienią ją.

HTML5 na ustach wszystkich?

Kiedy trwa w najlepsze wojna o przyszły kształt Internetu, o otwarte standardy (WebM versus H.264), możliwość wyboru domyślnej przeglądarki (ballot screen), życie w sieci jak gdyby nic toczy swój rytm. Jak tu cieszyć się z decyzji giganta z Mountain View, kiedy multum ludzi używa wciąż Internet Explorera 7? Kiedy 8. wersja przeglądarki jest wersją najnowszą, a nadchodząca wersja 9. zostanie wydana dopiero w pierwszym kwartale roku 2011?

Przekładając filozofię FLOSS (uproszczenie) na modele rozwoju przeglądarek, wyraźnie widać, że bazarowy model rozwoju Firefoksa (w praktyce i dosłownie z „duchem”) jest korzystniejszy niż katedralny (w sensie budowy, nie wolności) Internet Explorera. Jeżeli pogłoski się potwierdzą i IE9 zostanie wydana w I kwartale 2011 roku, to Microsoft zachowa 2-letni model rozwoju przeglądarki. W takim czasie Mozilla wydaje co najmniej 2 wersje stabilne. Weźmy jeszcze coś ważniejszego pod uwagę. Prawdopodobnie Internet Explorer 9 nie będzie kompatybilny z Windowsem XP, co od jakiegoś czasu zapowiadał sam Microsoft. Może to mnie więcej oznaczać, że rzesze „fanów” leciwego już systemu, przyzwyczajonych do dobrodziejstw „co system dał” nie uświadczy 9. wersji. Z drugiej strony to może i dobrze, bo Mozilla zamierza udostępniać w dalszym ciągu nowe wydania na XP.

Czy parafrazując, faktycznie „gorsze przeglądarki wypierają lepsze”? Jak starałem się przedstawić we wpisie, ludzie boją się nowości. Odrzucają nowość z trywialnych powodów. Przeraża ich rozdmuchane UI, nie troszczą się o bezpieczeństwo danych.

Jaka zatem powinna być przeglądarka by wpadła w gusta przeciętnego Kowalskiego? Wiemy już, że ZU (Zwykłego Użytkownika – dla przypomnienia) na pewno nie zainteresują standardy i wysiłek deweloperów. Próbowałem to wytłumaczyć wspomnianej wyżej próbie, ale bezskutecznie. Ich to po prostu nie obchodzi. Może ogromna baza dodatków do przeglądarki? Nie sądzę. Nowe dodatki wiążą się z dodatkową konfiguracją. Co zatem sprawiło, że tak wielu Polaków zainstalowało ognistego liska? Jak wiele rozszerzeń posiada taka osoba? Jestem skłonny uwierzyć, że prędzej Kowalski zainstaluje jakiś motyw Personas niż Ad Blocka. Dzięki pojawieniu się dodatkowego gracza na rynku przeglądarek – Chrome’a, interfejs graficzny dominujących przeglądarek (nie tylko – patrz ReKonq) uległ i ulega zmianie. Prekursorem był oczywiście produkt Google. Szczerze mówiąc przypadł mi do gustu jego minimalistyczny interfejs (mam zainstalowane Chromium z daily builds): połączenie paska adresu i wyszukiwarki, karty na belce tytułowej, ujednolicone menu (w najświeższych buildach), pasek stanu zintegrowany z treścią. Czy ta prostota trafi pod strzechy polskich domów? Może wreszcie fundacja Mozilla i Google powinny pomyśleć o dostarczeniu wraz z przeglądarką domyślnie zainstalowanych dodatków? Przecież koleżanka, która dowiedziała się od swojego szwagra o blokowaniu reklam, musiała (ona lub szwagier) wcześniej zainstalować Ad blocka. Dla mnie to podstawowy dodatek.
Może zamiast: „dodatki do naszej przeglądarki zostały ściągnięte ponad 2 miliardy razy” (to o dodatkach do Firefoksa – wydarzenie miało miejsce kilka dni temu), reklamować się „skutecznie blokujemy reklamy na Waszych ulubionych stronach i nie potrafi tego konkurencja!”. Jestem wiernym fanem Firefoksa – używam go od samego początku. Od tamtej pory nie przypominam sobie bym widział okienka pop-up! Przecież tym właśnie chwaliła się Fundacja! Wydaje mi się, że w tym przypadku trzeba pewne decyzje podjąć za użytkowników.

Podsumowując

Abstrahując od konkretnych przeglądarek, możliwości HTML5 są ekscytujące. Na wdrożenie takich aplikacji na początku będą mogli pozwolić sobie tylko najwięksi. Małe studia typu „Zdzichu design” wciąż będzie zmuszona tworzyć dla targetu, który używa starych przeglądarek. Marzy mi się sieć bez Internet Explorera i zadaję sobie pytanie: „cholera, dlaczego oni też weszli w przeglądarki”. :)

Źródło: Dlaczego ludzie wciąż używają starych przeglądarek i jaki ma to wpływ na rozwój sieci, w tym nadchodzący standard HTML5. (OSnews.pl)

Popularity: 1%

Sprawdź Także Następujące Wpisy:

Najaktywniejsze Wpisy: