Od redakcji: w ramach rozpoczęcia współpracy z agencją Ciszewski Public Relations, która dostarcza nam sprzęt do testów, co pewien czas na OSblogu będą się pojawiać recenzje różnego sprzętu komputerowego. Pierwszym testowanym urządzeniem będzie myszka Microsoft Wireless Mobile Mouse 4000, a testował ją przez cały miesiąc Rafał Skarżyński, który jest autorem dalszej części wpisu.
Dostałem do testów mobilną myszkę Microsoftu. Temat dla mnie tym bliższy, że od jakiegoś czasu dziennie przejeżdżam pociągiem ponad 260km. Dodatkowo moja stara myszka nie wytrzymała trudów tak ciężkiego życia i odmówiła posłuszeństwa – czas więc był rozejrzeć się za czymś nowym.
Z założenia myszka mobilna powinna pracować na każdej powierzchni oraz być odporna na zniszczenie i pod tym kontem będzie prowadzony ten test. Nie interesują mnie parametry i walka o każdy dpi rozdzielczości, tak więc tego rodzaju informacji nie znajdziecie w tym teście.
Myszka dostała się do mnie na biurko dzięki uprzejmości Macieja Wernickiego z agencji Ciszewski PR.
Dane techniczne.
Oczywiście nie może obyć się bez przyjrzeniu się danym technicznym. Według informacji zawartych na stronie producenta mysz pracuje w technologii Technologia BlueTrack a więc łączy w sobie moc myszy optycznej z precyzją myszy laserowej. Dzięki temu może pracować praktycznie na każdej powierzchni (oczywiście z pominięciem szkła). Łączność z komputerem realizowana jest dzięki technologii bezprzewodowej 2.4 GHz, która gwarantuje prace bez zakłóceń do 9m. Odbiornikiem natomiast jest, wystające na 1cm poza obrys komputera 1 centymetrowy odbiornik USB. Całość mobilności myszy dopełnia czas pracy na baterii do 10 miesięcy.
Wygodę użytkowania zapewniają 4 programowalne przyciski, możliwość przewijania w czterech kierunkach, dzięki technologii Tilt Wheel oraz łatwe przechodzenie pomiędzy otwartymi oknami za pomocą jednego kliknięcia w Windows 7.
Tyle teorii i zapewnień producenta – czas na pracę.
Pierwsze spotkanie.
Rozpakowujemy.
Mysz trafiła do mnie w fabrycznym opakowaniu. Opakowanie jest solidne, ale jednocześnie pozwalające na otwarcie bez użycia nożyczek lub noża, co stanowi dla mnie zawsze największy problem. Dzięki takiemu zapakowaniu, klient ma teoretycznie możliwość obejrzenia w sklepie produktu i sprawdzenia czy mysz pasuje mu “do ręki”. Oczywiście ponowne zapakowanie graniczy z cudem, ale to nie problem klienta a sprzedawcy.
Zawartość jak na myszkę jest bardzo imponująca. Prócz właściwego urządzenia pakowanie zawiera:
- płytę ze sterownikami
- nano odbiornik
- baterię
- instrukcję i różnego rodzaju książeczki w kilku językach (4 szt.)
- kartonowy wewnętrzny usztywniacz i plastikową.
Jak na mój gust trochę tego dużo – ograniczając “papierowy wkład” można ocalić wiele drzew, a treść przenieść na i tak dołączaną płytę CD.
Oczywiście pojawiający się na zdjęciach długopis nie należy do zestawu a stanowi jedynie element odniesienia.
Oglądamy.
Sama myszka prezentuje się bardzo solidnie. Wierzch wykonany jest z dobrej jakości plastiku, boki i rolka pokryta jest przyjemną w dotyku i co najważniejsze nie przyklejającą się gumą. Jest to o tyle ważne, ze przyszło mi przeprowadzać część testów w afrykańskich upałach.
Nic nie trzeszczy, przyciski nadmiernie nie klekoczą. Można ścisnąć gryzonia bez obawy, że się rozpadnie. Podczas testów mysz przeżyła kilka mniej lub bardziej groźnych upadków z biurek i stolików na wykładzinę i podłogę z linoleum oraz stolików w wagonach kolejowych. Żaden z nich nie pozostawił widocznych śladów i nie odbił się na poprawności pracy myszy.
Całość dopełnia napis Microsoft na górnej powierzchni. ![]()
Od spodu myszka prezentuje się też solidnie.
Po lewej stronie mamy “źródło światła”, a następnie idąc w prawo – włącznik myszy, schowek na nano odbiornik oraz przycisk łatwego wyjmowania odbiornika ze schowka. Po prawej stronie jest miejsce na baterię – paluszek AA.
Uruchamiamy.
Uruchomienie myszy polega na włożeniu baterii, wsunięciu odbiornika do portu USB i włączeniu myszy. Do podstawowej pracy nie wymagana jest instalacja żadnych sterowników z załączonej płyty.
Musze się przyznać, że po pierwszym użyciu, używana to tej pory stacjonarna mysz poszła w kont. Duże wrażenie zrobiła na mnie czułość i szybkość przesuwu kursora. Do tego bezgłośnie działanie przycisków – to jest to.
Ergonomia.
Mysz Microsfot Wireless Mobile Mouse 4000 jest małą myszką o wymiarach 102.5mm na 60.8mm. Stawi to ją w klasie małych myszek, które nie zawsze dobrze leżą w męskiej dłoni – a tester jest posiadaczem dłoni o standardowym, europejskim rozmiarze.
I tak właśnie jest w tym wypadku. Mysz nie do końca dobrze leży w mojej dłoni:
Umiejscowienie bocznego przycisku, przy moim sposobie trzymania myszy, nie jest zbyt szczęśliwe. Nie da się go obsługiwać bez nadmiernego wygięcia nadgarstka. Moim zdaniem dobrze zrobiloby przeniesienia tego przycisku w stronę tylnej części myszki.
Oczywiści w przypadku każdej dłoni odczucia mogą być zupełnie odmienne, dlatego ważna jest teoretyczna możliwość otwarcia pudełka i wypróbowania myszki przed zakupem.
W moim wypadku zostały mi 3 możliwości:
- nadwyrężanie nadgarstka, co może spowodować jego bóle przy długotrwałym użytkowaniu myszki,
- przesunięcie dłoni do przodu, co niestety utrudnia poprawne użytkowanie myszki,
- rezygnacja lub ograniczenie używania czwartego przycisku.
Ponieważ na co dzień nie używam tego przycisku, mogłem bez żalu zrezygnować z jego użytkowania.
Drugim ważnym tematem, na jaki zwracam uwagę w przypadku urządzeń mobilnych dołączanych do laptopów, jest ich wielkość oraz długość na jaką wystają z komputera. Niestety kilka razy zdarzyło mi się w podróży wyłamać urządzenie sterczące poza obrys laptopa. Nigdy nie było to przyjemne wydarzenie, ponieważ rzadko kiedy kończyło się uszkodzeniem jedynie wyłamanego urządzenia.
W przypadku Wireless Mobile Mouse 4000 odbiornik wsuwany w port USB laptopa ma długość jedynie 18mm, z czego poza obrys komputera wystaje jedynie ok. 8-9 mm.
Jest to bardzo dobry wynik – a wystające urządzenie nie przeszkadza w pracy z laptopem na kolanach.
Większy problem sprawia chociażby modem UMTS “ze skrzydełkami” sprzedawany swego czasu przez Orange, które to skrzydełka już kilka razy udało mi się dość mocno wygiąć.
Za wymiary nano odbiornika należy się producentowi na prawdę duże uznanie.
Czas na pracę.
Jak już wcześniej pisałem dziennie pokonuję pociągiem ponad 260 km. Do tego należy doliczyć pracę w biurze, gdzie mysz zastąpiła stacjonarną starą myszkę podpiętą do stacji dokującej oraz prace podczas spotkań poza biurem. Do tego mysz przeżyła pracę w remontowanym mieszkaniu i bliskie spotkanie z psem i kotem.
Trudy miesięcznej pracy nie pozostawiły na niej większych śladów oraz nie doprowadziły do problemów z pracą. Jest to zasługa dobrze dobranych jakościowo materiałów oraz na prawdę solidnego wykonania.
Podczas miesięcznego testu mogłem sprawdzić prace myszki na bardzo różnych podłożach: począwszy od stolika w eleganckim Sheratonie, poprzez stoliki w pubach i dworcowych barach, siedzeniach w przedziałach pierwszej i drugiej klasy, ławkach w parku, podłodze w wagonie rowerowym i gazetach w remontowanym domu kończąc. Zdarzało mi się także używać jako podkładki kolano.
Na wszystkich powierzchniach mysz pracowała nadzwyczaj dobrze. Nigdy nie miałem problemów z precyzją. Nawet na powierzchniach z tworzyw sztucznych, pokrytych odblaskową i lakierowaną powłoką mysz pracowała bez zarzutu. Problemem nie było też mocne światło odbijające się na odblaskowych powierzchniach. Oczywiście nie udało mi się zmusić myszki do pracy na lustrze – ale nie wymagajmy cudów.
Dodatkowe oprogramowanie.
Po dość gruntownym przetestowaniu wytrzymałości myszy i jej pracy w trybie natywnym przyszedł czas na instalację dodatkowego oprogramowania. Zgodnie z przyjęta w MS konwencją, instalacja rozpoczyna się po włożeniu płyty i jest bardzo prosta.
Aplikacja IntelliPoint 7.0 jest niestety w języku angielskim, co nie powinno jednak znacznie utrudnić pracy osobom, które mają problem z tym językiem. Miło by jednak było, gdyby producent pokusił się o lokalizację.
Instalacja oprogramowania nie poprawia w widoczny sposób pracę myszy – nie zwiększa jej czułości, interpolacji ani innych parametrów o które tak walczą poszczególni producenci w folderach. Daje natomiast możliwość konfiguracji przycisków myszy wedle uznania. Wybór możliwości jest całkiem szeroki od standardowo zdefiniowanych poprzez możliwość zaprogramowania własnego macro.
Mamy także możliwość zdefiniowania prędkości z jaką ma się przesuwać ekran w pionie, prędkość przesuwania w poziomie (rolka odchylana na boki) i przyspieszenie przesuwania w poziomie.
Podsumowanie
Po miesiącu dość intensywnej pracy mogę stwierdzić, ze mysz jest warta swojej ceny. Bardzo dobrze spełniała rolę towarzysza podróży, gdyby nie jeden fakt: bateria rozładowała się po miesiącu i to w najmniej odpowiednim momencie. Oczywiście mysz sygnalizowała przez 3 dni nadchodzące rozładowanie baterii (migająca czerwona dioda na górze myszki), jednak ufając zapewnieniom producenta zbagatelizowałem ostrzeżenie. Długość pracy nawet nie zbliżyła się do zapowiadanych 10 miesięcy. Nie mogę jednak stwierdzić, czy jest to wina konstrukcji myszy, czy jedynie jakości dołączanego w zestawie Energizera – jednak nieuczciwością byłby brak informacji o tym fakcie.
Pomimo tego drobnego tarcia, mogę z czystym sumieniem polecić mysz wymagającym mobilnym użytkownikom. Przed zakupem należy jednak poprosić sprzedawcę o otwarcie opakowania i sprawdzić jak mysz leży w dłoni.
Źródło: Testy: Mobilna myszka Microsoft Wireless Mobile Mouse 4000 (OSnews.pl)
Popularity: 1%
Sprawdź Także Następujące Wpisy:
- Internet Explorer spada na 3. miejsce
- ReactOS 0.3.14 wydany
- Liderzy protestów przeciw ACTA bojkotują debatę u Premiera
- Internet – urząd czy targowisko – debata na temat wolności w Sieci
- Strony rządowe przygotowują się do obrony przed atakami











